Mama zawsze mi mówiła, żebym dużo się uśmiechał. Tata natomiast powtarzał, że pewnych rzeczy nie należy robić na siłę a za pomocą sposobu. I coś w tym, kurna, jest!

Wracając jeszcze na moment do mojej mamy. Często się zdarza, że dzwoni do mnie:

Mama: Znowu śpisz?
Ja: No co chcesz?
M:  Musisz iść [gdzieś tam] i załatwić [coś tam].
J: No, dobra.
M: Jak coś będzie szło nie tak to załatw to na piękne oczy.

I powiem Wam, tak w swoim stylu, że muszę mięć przepiękne oczy, bo zazwyczaj się udaje. Pamiętając o radach rodziców i wykorzystując swoje piękne oczy tylko raz wyszedłem z budynku jakiejś instytucji mocno poddenerwowany (nie mogłem podpisać umowy o pracę bo nie miałem NIP-u a NIP-u nie mogłem w skarbówce dostać, bo nie miałem umowy o pracę – tak się przynajmniej pani w w US tłumaczyła).

Zazwyczaj nie trzeba dużo, żeby zyskać przychylność. Wspomniany uśmiech, brak postawy czysto roszczeniowej + na dzień dobry jakiś żarcik czy głupia (ale grzeczna) odzywka – może być żenująca, mało co tak łamie bariery jak zrobienie z siebie idioty. To naprawdę działa.

Na przykład dzisiaj: od kilku dni czekałem na przesyłkę, w której miały być drobnostki – jakieś zapalniki i trochę uranu do bomby atomowej domowej roboty. Pech chciał, że jeden z moich współlokatorów wybył z domu zabierając klucz do skrzynki pocztowej a awizo już tam sobie na mnie czekało. Jako, iż pocztę mam rzut granatem od mieszkania (jeszcze jeden żarcik o czymś co wybucha to mi ABW jutro kawę zaparzy…) wybrałem się tam skoro świt (coś koło 13:00). Z szelmowskim uśmiechem (który w moim wykonaniu wygląda ni mniej ni więcej jak trollface) przedstawiłem smutnej i zmęczonej Pani z Okienka smutną historię o tym jak bardzo czekam na tę paczkę a zły współlokator i tak dalej. Moja historia była tak smutna i przejmująca, że sam się o mało nie popłakałem jednak Pani z Okienka była niewzruszona.

PzO: Nie mogę dać panu tej przesyłki.
J: Doskonale rozumiem, ale może jednak…
PzO: Bardzo mi przykro, ale naprawdę nie mogę. To jest przesyłka polecona.
J: Doskonale rozumiem, ale może jednak… Zostawię pani dowód, jutro przyniosę to awizo.
PzO: Mam nadzieję, że nie będzie się pan jutro wykłócał o tę paczkę…

No i co? Dostałem co chciałem, dowodu nie musiałem zostawić i dzięki pięknym oczom mogę sobie teraz słuchać muzyki na nowiuśkich słuchaw… konstruować bombę atomową.

Gdybym wszedł i zachowywał się jak ludzie w środkach transportu komunikacji miejskiej to to by nie przeszło. Kiedy wchodząc do dziekanatu jedynym aktem kurtuazji jest wymruczane pod nosem “dzień dobry” to albo właśnie zamykają i muszę się streszczać albo indeks po prostu jest niewypisany i mam się zjawić jutro, za tydzień, ewentualnie nigdy.

Dlatego zawsze przed wizytą w urzędzie przyklejam sobie do twarzy Uśmiech Sprzedawcy w McDonaldzie nr 3 i wymyślam na poczekaniu jakieś głupie zdanie, które na początku przełamie barierę. Wyjątkiem jest wizyta w salonie Orange. Tam staram się wchodzić jak cygan do Ośrodka Pomocy Społecznej – żądam, rządzę i krzyczę. Ale o tym nie będę pisał na blogu tylko kiedyś po prostu napiszę książkę.

Categories: Społeczeństwo

5 Responses so far.

  1. Ninaa pisze:

    “Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi!”
    Zawsze lepie być dla innych miłym, bo dobro powraca.
    Pozdrawiam.

  2. Spokojną i kulturalną rozmową można załatwić dużo więcej, niż przez przekrzykiwanie się. Ba – kłócąc się w ogóle nie da się niczego załatwić. Dlatego dziwię się ludziom, którzy po zatrzymaniu przez policję jeszcze zaczynają się wydzierać, że “ja i tak tego nie zapłacę” (jak by to policjanta obchodziło;), itp. Spokojna rozmowa prowadzona w przyjacielskim tonie już kilka razy uchroniła mnie przed mandatem ;)

  3. karmelkowa pisze:

    masz cudne te oczy;)) choc moje sa piekniejsze;)
    Panna z wykopu;)
    ps to nie moj mail;p

Leave a Reply